prawie jak w raju

wakacje

W Afryce nigdy nie czułam strachu, na Zanzibarze szczególnie. Mieszkają tu serdeczni, łagodni ludzie całkowicie pozbawieni agresji. Tu nie wypada krzyczeć, otwarcie się kłócić. Konflikty rozwiązuje się subtelnie, dając pewne rzeczy do zrozumienia. Gospodarz nie wyrzuci nieproszonego gościa z domu, raczej da mu odczuć, że nie jest już mile widziany, milknąc i przestając się uśmiechać. Czasem ta zanzibarska dyplomacja przybiera bardzo ciekawe formy, szczególnie wśród kobiet. Ich typowym strojem jest kanga, kolorowa chusta, która zawsze ma nadrukowane jakieś motto lub przysłowie w języku suahili. Kiedy Zanzibarka chce coś powiedzieć sąsiadce czy koleżance, np. żeby ta nie plotkowała za plecami, zakłada po prostu kangę z odpowiednim przesłaniem, a potem idzie do niej na przykład pożyczyć cukier. I sprawa załatwiona, chociaż nie padły żadne słowa. Koleżanka może jej odpowiedzieć, oddając cukier ubrana w kangę z innym mottem. To bardzo subtelna metoda komunikowania rzeczy trudnych lub nieprzyjemnych. A naszym obowiązkiem jako turystów, czyli gości w tym świecie, jest zapoznać się z lokalnymi zwyczajami, żeby nikogo nie urazić. Dotyczy to na przykład ubioru: jeśli wchodzimy z plaży do wioski, przykrywamy ramiona, piersi, brzuch i kolana. eśli ktoś zwróci się do nas dada (siostro) albo kaka (bracie), możemy czuć się zaszczyceni. Na wyspie byłam dotąd sześć razy, mam tam przyjaciół, bywam w ich domach, na weselach i pogrzebach. Szczególnie bliska jest mi Aisza. Jest jedyną kobietą na Zanzibarze, która pracuje jako niezależna przewodniczka. Biegle mówi po angielsku, korzysta z Internetu, ma własną stronę i profil na Facebooku, ale jest też bardzo przywiązana do tradycji. Nosi chustę i suknię buibui. Kiedy przywożę jej w prezencie szal lub kolczyki, zawsze pyta męża o zdanie. Kiedyś dostała ofertę dobrze płatnej pracy w hotelu, ale właściciel zabronił jej nosić chustę, bo ta jego zdaniem postarza. Aisza nie zgodziła się, by ktoś wtrącał się w jej wartości. Fascynuje mnie jej niezależność, a jednocześnie głęboki szacunek dla religii. A moim zanzibarskim bratem jest Kongwa, rybak z Jambiani. Wyspa jest niewielka, można ją zwiedzić nawet w trakcie krótkiego pobytu. Coś, co obowiązkowo trzeba zobaczyć, to… zanzibarskie drzwi. Nie ma takich nigdzie indziej na świecie.. Stanowią wizytówkę domu i jego mieszkańców, to od nich zaczyna się budowę. Są olbrzymie i przepięknie zdobione, a w ich dekoracjach można czytać jak w historii Zanzibaru: znajdziemy tu wersety z Koranu, symbole starej bogini Atargatis z Mezopotamii, hinduistyczne symbole drzewa życia. Na wyspie przez cały rok jest gorąco, dlatego domy nie mają dużych okien, przez które można podejrzeć, kto w nich mieszka. 

Stupiscici con la tua creatività!